Manipulator uwodziciel

Obdarzony jest fizycznie atrakcyjnym wyglądem. Ma to „coś”, jakiś wdzięk. Starannie dobiera odzież, biżuterię, samochód itd., bo podkreślają jego wartość. Manipulator uwodziciel zagląda ci w oczy, stawia pytania, które mogą budzić zakłopotanie, a na pytania zadawane jemu odpowiada wymijająco, dzięki czemu zyskuje aurę tajemniczości. Od innych bierze wszystko, na co tylko ma ochotę, sam natomiast nie daje nic prócz pochlebstw. Komplementy, najczęściej nieszczere, są dla niego doskonałym środkiem wpływania na innych. Oczywiście do perfekcji ma opanowane wszelkie działania, dzięki którym może się spodobać i obudzić w innych fascynację własną osobą.

Od ujmującego wdzięku do manipulacji: przypadek Marca

Jako malec Marc był – zdaniem swojej mamy – „przeuroczy”. Natomiast jego otoczenie zwracało uwagę na zadziwiająco wielki bunt chłopca wobec wszelkiej krytyki czy kary. Po to, by jak najrzadziej znajdować się w krępujących go sytuacjach, udawał natychmiastowe posłuszeństwo, mało tego, jeszcze wspierał owo zachowanie słodkim uśmiechem. Taka wyrafinowana postawa może dziwić u dziecka. W następnych latach Marc doskonale radził sobie z nauką oraz zajęciami pozaszkolnymi, stał się prawdziwą dumą rodziców, lubili go inni dorośli z najbliższego otoczenia. Był usłużny i przymilny aż do przesady.

Został prawdziwym beniaminkiem, wszyscy się nim zachwycali. Jego siostra, Dianę, zawsze słyszała od sąsiadów:

– Co u twojego brata? Taki miły z niego chłopiec!

Ona także go uwielbiała. Miała naturę pasywną, wobec czego wyświadczała mu wiele przysług, wystarczyło, że poprosił. Po latach przyznała, że odmówić mu czegokolwiek, choćby własnego kieszonkowego – w żaden sposób nie potrafiła. Była przekonana, iż jemu się te pieniądze zwyczajnie należą. Marc miał „ogromne potrzeby” i chętnie korzystał z pieniędzy siostry.

– Zawsze mu oddawałam całe swoje kieszonkowe – wspomina Dianę. – Zostawałam kompletnie spłukana. W ogóle nie liczyłam się z własnymi pragnieniami. Mówiłam sobie, że on ma znacznie większe potrzeby niż ja. Cały świat leżał mu u stóp.

Gdy Marc skończył dziewięć lat, jego rodzice się rozwiedli. Próbował przyjąć wobec matki, wtedy osoby osłabionej psychicznie, postawę władczą. Już wypraktykował taki wzorzec postępowania na swojej o trzy lata młodszej siostrze.

– Teraz ja jestem głową domu! – oznajmił któregoś dnia.

– Nie, synku. Owszem, jesteś mężczyzną, ale jeszcze bardzo małym. Jesteś moim dzieckiem i ja będę teraz głową rodziny.

Marc nie sprzeciwił się, posłusznie uległ woli matki.

Jako nastolatek doszedł do perfekcji w wykorzystywaniu braku równowagi uczuciowej rodziców do osiągania własnych korzyści. Miał czternaście lat, gdy zażądał od matki wakacji w Anglii. Odmówiła mu ze względów finansowych, ale Marc nie przyjął odmowy do wiadomości.

– Tata by się zgodził! Jadę do niego!

Ponieważ od matki nie otrzymał tego, czego chciał, zniknął na kilka dni u ojca.

Takie zachowanie stanowi typowy przykład szantażu emocjonalnego.

Marc potrafił rozgrywać stosunki między dwoma dorosłymi na swoją korzyść, mieszkał raz w jednym domu, raz w drugim, zależnie od swoich chęci oraz potrzeb.

Pomiędzy czternastym a osiemnastym rokiem życia przebywał częściej u ojca, znacznie bardziej pobłażliwego i zbyt tolerancyjnego. Co więcej, ojciec ponownie się ożenił, z bardzo młodą kobietą, całkowicie oczarowaną pasierbem. W tej nowej rodzinie Marc niewielkim wysiłkiem osiągał wszystko, czego tylko zapragnął.

Korzystał z każdej okazji, by manipulować otoczeniem. Zdawał sobie sprawę, że ponieważ większość czasu spędza z ojcem, matka oczekuje go z otwartymi ramionami. Wobec czego, pojawiając się u niej, zyskiwał natychmiast cześć i honor należne królowi oraz jedynemu władcy.

Objąwszy stanowisko dyrektora handlowego, zbudował sobie dom dzięki niebagatelnemu wsparciu finansowemu rodziców.

W roku 1985 stracił ojca. Pojawiły się kwestie dziedziczenia. Marc poruszył ten temat z macochą dokładnie w dniu pogrzebu. Odpowiedziała mu, że niewielki spadek pozostały po zmarłym zostanie przeznaczony na sfinansowanie nauki ich dwojga dzieci, jeszcze niepełnoletnich.

Dianę była oburzona niekorzystnym dla brata obrotem spraw. Marc nie rezygnował ze swoich żądań i powtórnie spotkał się z odmową macochy. Wobec czego zabronił siostrze spotykać się z drugą żoną ojca i jej dziećmi.

–    Nie do wiary – wspomina Dianę. – Miałam dwadzieścia osiem lat, a posłuchałam go jak dziecko! Nie wiem dlaczego. Może ze względu na ton, jakim wydał mi to polecenie. Tak czy inaczej, nie widziałam przyrodniego rodzeństwa przez bite cztery lata!

Marc bez słowa wyjaśnienia zniknął z życia rodziny ojca. Dianę, sterroryzowana przez brata, długo nie utrzymywała z nimi kontaktu.

Po śmierci dziadka Marca i Dianę ich matka odziedziczyła farmę. Ponieważ miała własny dom, sprzedała ją, a że nie była zbyt dobrze zorientowana w rynku finansowym i administracyjnym, zostawiła sprawy w rękach syna. Ten, korzystając z okazji, nakłonił ją do kupienia apartamentu nad morzem. Używał coraz mocniejszych, lecz stale nieszczerych argumentów:

– Dobrze zrobisz, kupując apartament. Będziesz mogła się cieszyć towarzystwem wnuczek (jego dwóch córek), Dianę też wpadnie od czasu do czasu, więc będziesz się z nią częściej widywała.

Matka dała się przekonać i zapłaciła za mieszkanie kupione na syna oraz córkę, która miała, zdaniem Marca, uzyskać z tego powodu jakieś korzyści podatkowe. Od chwili gdy został właścicielem apartamentu, przestał się pokazywać u matki, choć nie mieszkała daleko. A gdy Dianę robiła mu z tego powodu wymówki, odpowiadał, że nie ma czasu.

Dostał wszystko, czego chciał, więc jakikolwiek dalszy wysiłek był zbędny. Jego matka straciła wszystko. Nie widywała już wnuczek, nie była zapraszana do nadmorskiego apartamentu. Zaczęły jej się otwierać oczy.

Zastanawiała się: Musiałam zrobić coś nie tak. Dlaczego to się tak skończyło? Sama sobie jestem winna.

Kilka lat roztrząsała, co zrobiła, że syn traktuje ją tak obojętnie. W jej pojęciu Marc nadal był uprzejmy, uczynny, miły, inteligentny… Nie potrafiła sobie wyobrazić, nawet mając przed oczami fakty, że jej syn jest dwulicowy.

Dianę natomiast, w kilka lat po zerwaniu kontaktów z macochą oraz przyrodnim rodzeństwem, zdała sobie sprawę z absurdalności sytuacji i odnowiła kontakty z rodziną ojca. Na tym etapie nadal nie rozumiała, co spowodowało, że się urwały.

Do dziś dnia ich wzajemne stosunki układają się doskonale.

W końcu matka i siostra odkryły, że Marc jest manipulatorem. Jego głównym celem było zdobycie pieniędzy, które mógł wyciągnąć od własnej rodziny, oraz korzyści finansowe, jakie osiągał, podporządkowując sobie innych ludzi. Uwodzenie ludzi z otoczenia opanował do perfekcji, korzystając z wrodzonego uroku, posługując się uczynnością – i to od wczesnego dzieciństwa.

Dianę oraz jej matka, choć z wielkim trudem i targane ogromnymi wątpliwościami, zerwały wreszcie kontakty z manipulatorem.

* * *

Manipulator różnymi sposobami wywołuje uczucie znacznie subtelniejsze i bardziej niebezpieczne niż sympatię, a mianowicie: fascynację. Etymologia tego łacińskiego wyrazu: fascinum, fascinare nawiązuje do słów: „czar, urok, zaklinanie”. Manipulator uwodziciel nieodparcie przyciąga tych spośród nas. którzy są podatni na pewne jego cechy. Może to być jedwabisty głos, przymioty cielesne, uroda, inteligencja, znajomości, niepowszednia czułość, galanteria… Tak czy inaczej, pamiętajmy: fascynacja człowieka ogranicza, nigdy mu nie służy!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s